Niedawno przy przeglądaniu stron internetowych natknąłem się na ciekawy wpis, nie pomnę gdzie, oznajmiający o istnieniu rewelacyjnej metody odchudzania, która pozwoliła komuś na zrzucenie 22 kilogramów w przeciągu 7 miesięcy. Choć autor przekonywał, że to nie jest żadna dieta cud, to pomimo wszystko jej nagłówkowa prezentacja mogła do takowych refleksji skłaniać. Po bliższym zapoznaniu się z opisywaną dietą dowiedziałem się, iż tą rewelacją jest nic innego jak dieta niskowęglowodanowa, zwana czasem dietą Atkinsa, chociaż ten amerykański kardiolog zalecał jej stosowanie w szczególnie skrajnej formie. Czym więc jest ta „rewelacyjna” metoda zrzucania ogromnej masy kilogramów? 

Otóż jak mówią źródła medyczne zalążki diety niskowęglowodanowej znaleźć można już w XIX wieku, stosowana ona ponoć była jako dieta wspomagająca przy leczeniu cukrzycy. Ówczesne publikacje opisywały dietę, która w swej konstrukcji bazowała na rezygnacji z pieczywa, nabiału (zwłaszcza mleka i masła), alkoholi oraz cukru i ziemniaków. W XX wieku wydano wiele publikacji, które opisywały metody żywieniowe oparte na rezygnacji w znacznej mierze z produktów wysokowęglowodanowych. W Polsce badania nad stosowaniem tego rodzaju diety prowadził m.in. Jan Kwaśniewski, który, chyba niesłusznie , próbował popularyzować ją jako dietę optymalną. Skrajną formę diety niskowęglowodanowej przedstawił wspomniany już wcześniej dr Robert Atkins, jednakże  środowiska lekarskie były jej w sposób znaczący bardzo nieprzychylne. Od tego czasu powstało bardzo wiele różnych odmian tej diety, choć jej nazewnictwo często sprowadzane było do jednej i tej samej formy. Różne rodzaje tej diety na różny sposób określają ilościowo dopuszczalne normy spożywania węglowodanów. Wymagane ograniczenia w spożywaniu produktów takich jak na przykład warzywa i owoce bogate w skrobię oraz zwiększone spożywanie produktów bogatych w proteiny i tłuszcze  są wspólnym mianownikiem wszystkich rodzajów diet niskowęglowodanowych.

Można by rzec, że główną i naczelną zasadą tych diet jest gubienie tłuszczu poprzez jego spożywanie. To m.in.  dr Atkins zauważył, że na naszą wagę nie wpływa bezpośrednio ilość spożywanych kalorii, tylko ich jakość, a w zasadzie to czy organizm jest w stanie je przyswoić w sposób dla niego bezpieczny.  Ograniczanie spożywanie cukrów zarówno prostych jak i złożonych  przy jednoczesnym zwiększeniu spożycia tłuszczy łączonych z białkami ma być zbawienne dla organizmu i przyczyniać się do znacznej utraty wagi. Ale czy na pewno dieta ta stosowana w dłuższej perspektywie czasowej może być bezpieczna dla zdrowia? Zdecydowana większość specjalistów nie zaleca jej stosowania, pomimo tego, że efekty potrafią być imponujące. Lekarze zwracają uwagę na to, że dieta uboga w błonnik może prowadzić do zaburzeń powodujących zaparcia.

 

Dieta niskowęglowodanowa ma swoich zagorzałych zwolenników jak i równie fanatycznych przeciwników. To, że budzi skrajne emocje może w jakiś sposób wykluczać ją poza taki kanon diet sprawdzonych i bezpiecznych, aczkolwiek pamiętać należy, że to co dla jednych może okazać się zabójcze, dla innych może być rzeczywiście zbawienne. Na pewno wadą tej metody żywieniowej jest to, że pomimo jej długiego już przecież funkcjonowania, nie ma ona nadal żadnej rzetelnie i w sposób jednolity opracowanej dokumentacji naukowej, a większość znanych prac jest przez środowiska lekarskie traktowana w sposób delikatnie mówiąc sceptyczny.

 

Przedstawiłem tutaj tylko ogólny rys tematu, do którego wrócę niebawem. To co powyżej jest jedynie naświetleniem istnienia jednej z wielu metod dietetycznych i nie może w żaden sposób być wskazówką do jej stosowania lub niestosowania. Pamiętajcie, odchudzanie to nie zabawa i powinno być każdorazowo konsultowane ze specjalistami.