Ciekawe ilu z Was wie, jak prawidłowo wykonywać pomiary swojego ciała oraz jak często wchodzić na wagę? Wielu z Was kieruje się zapewne w tym przedmiocie zwyczajnym stereotypami, które często prowadzą do zniechęcenia.

Ludzie często popełniają błąd zbyt częstego ważenia własnego ciała. Wielokrotnie spotkać można osoby ważące się dwa razy dziennie: rano przed śniadaniem i wieczorem po kolacji. Można by rzec, że ociera się to skrawki obłędu. Obłędu odchudzającej się i walczącej ze swoimi słabostkami istoty. Należy pamiętać o tym, że waga tak naprawdę nie gra dużej roli w redukcji. Oczywiście, że słyszymy na każdym kroku „świadectwa” ile to taka pani Kowalska  schudła, np. SCHUDŁA 10 KILO W DWA MIESIĄCE!  Fajnie się słyszy takie rzeczy, ale bardziej tyczy się to osób, które mają nadmiar tkanki tłuszczowej,  która nabija im niepotrzebne kilogramy niż innych ludzi, które tego problemu jako tako nie mają.

 

Jako przykład weźmy taką sytuację: Pewna pani X borykała się z lekkim nadmiarem tkanki tłuszczowej, odżywiała się niekoniecznie zdrowo, jadła dużo fast-foodowego śmiecia, nie stroniła od słodyczy i piła mega- słodkie napoje, a o aktywności fizycznej to nawet nie śmiała pomyśleć. Aż do pewnego pięknego dnia, w którym zdecydowała, że wejdzie na wagę. Bezczelne i nie mające zahamowań urządzenie pokazało 70 kilogramów. Właśnie wtedy uznała, że pora coś zmienić. Przeszła na redukcję. Zaczęła się zdrowiej odżywiać i ćwiczyć. Po pół roku czasu waga pokazała 55 kilo. Czyli 15 kilogramów mniej. Nie powracając do starych nawyków żywieniowych i nie rezygnując  z aktywności fizycznej pani X po dwóch miesiącach czasu ponownie weszła na wagę i przeżyła rozczarowanie. 58 kilogramów, co oznaczało, że w okresie dalszej aktywności i utrzymywania diety przytyła, mimo zdrowego stylu życia. I tu pojawia się pytanie, dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta: Pani X spaliła tkankę tłuszczową, w której miejsce pojawiły się mięśnie, przy czym jeden kilogram mięśni = jednemu kilogramowi tłuszczu, który objętościowo jest większy.